Nieśmiało, niemal niezauważalnie. Kilka słów, krótki uśmiech — i spojrzenie, które trwało o sekundę za długo.
Jego sylwetka i jasne oczy onieśmieliły smukłego mężczyznę. Chciał coś powiedzieć, lecz nagle zapomniał słów. Najbardziej zaskoczyło go jednak to, co zobaczył w tych oczach: pod spokojną pewnością kryło się napięcie równie silne jak jego własne.
Stanęli naprzeciw siebie. Blisko, lecz jeszcze nie tak blisko, by dotyk stał się nieunikniony.
Przez chwilę żaden się nie poruszył.
Spojrzenie powędrowało ku jego ustom — na krótką, zdradliwą chwilę — i wróciło do oczu. Ten gest nie mógł pozostać niezauważony.
Uśmiechnęli się.
Nieśmiało.
Jakby obaj właśnie przyznali się do czegoś, czego nie odważyli się wypowiedzieć.
Dzieliło ich zaledwie kilka centymetrów. Wystarczył jeden krok, lecz żaden nie chciał go wykonać pierwszy.
Czuł jego oddech.
Czuł ciepło bijące od jego ciała.
Jego ramiona pozostały nieruchome, choć dłonie zdradzały napięcie. Smukły mężczyzna uniósł wzrok i przez długą chwilę patrzył mu prosto w oczy synchronizując się oddech w oddech.
Potem powoli uniósł dłoń, zatrzymała się tuż przy jego piersi.
Nie dotknęła.
Jeszcze nie.
To zawahanie miało w sobie więcej namiętności niż pośpiech. Było pytaniem, na które odpowiedź mogła przyjść tylko od niego.
Pochylił głowę.
Tylko odrobinę.
Drugi odpowiedział tym samym.
Ich czoła niemal się zetknęły.
Oddechy pomieszały się w ciszy.
Jeszcze chwila.
Jeszcze jedno spojrzenie.
I wtedy ostatnia odległość zniknęła.
Pocałunek był powolny, głęboki i pełen tęsknoty, która zdążyła urosnąć między nimi przez tę krótką chwilę.
Ramiona objęły go mocniej, a on wtulił się w nie bez lęku.
Siła poddała się delikatności.
Delikatność przestała się bać siły.
A kiedy ich usta rozdzieliły się na moment, żaden nie odsunął się naprawdę.
Pozostali blisko.
Tak blisko, jakby obaj wiedzieli, że najważniejsze wydarzyło się jeszcze przed pocałunkiem — w tej jednej, elektrycznej chwili, kiedy mogli odejść, lecz żaden z nich tego nie zrobił.
Dodaj komentarz
Komentarze