Odkryj moją historię

Moja podróż 

 

Zaczynam od człowieka. Od jego historii, emocji, wspomnień, marzeń i rzeczy, których czasem nie potrafi powiedzieć na głos. Najpierw pojawia się słowo — czasem zapisane piórem na kartce. Potem rodzi się pomysł, a dopiero na końcu przychodzi obraz.

Lubię przekraczać granicę między tym, co prawdziwe, a tym, co wyobrażone. Łączę fotografię, film, surrealizm i cyfrową kreację, żeby tworzyć kadry z własnym charakterem.

Nie interesuje mnie perfekcja. Interesuje mnie prawda ukryta pod powierzchnią.

Moje wartości i styl: Surrealizm, Kubizm

Chcę po sobie zostawić ślad istnienia. Moje podejście do fotografii i filmowania jest wyjątkowe, ponieważ dążę do tego, by każdy kadr był nie tylko obrazem, ale i przeżyciem. Chcę, aby klienci zapamiętali moją zdolność do uchwycenia czegoś więcej niż tylko zewnętrznej fasady – do wydobycia głębszej prawdy i emocji.

Cenię Ciebie jako człowieka. To Ty jesteś w centrum mojej pracy. Moje kluczowe wartości to autentyczność, głębia i unikalność. Mój styl to połączenie surrealizmu i kubizmu, co pozwala mi tworzyć obrazy o złożonej narracji i oryginalnej estetyce. Szukam piękna w niekonwencjonalnych formach i staram się przekroczyć granice percepcji.

Kim jestem?

Jestem Robert.


Nie zawsze pasuję do świata, ale potrafię stworzyć własny.
Z rzeczy, które mnie zraniły, robię sztukę.
Z samotności — obraz.
Z tęsknoty — słowo.
A z tego, kim kiedyś byłem — człowieka, którym dopiero się staję.

Jestem człowiekiem z marginesu świata

Nie wiem, czy kiedykolwiek potrafiłem żyć zwyczajnie.

Od zawsze bardziej obserwowałem świat, niż po prostu w nim uczestniczyłem. Wyłapuję rzeczy, których inni często nie zauważają — gest, zmianę tonu głosu, spojrzenie, szum trawy, ciszę pomiędzy słowami. Czasami mam wrażenie, że odbieram rzeczywistość zbyt mocno. Jakbym stał kilka kroków obok niej i patrzył, jak inni przechodzą przez życie, podczas gdy ja próbuję zrozumieć jego sens.

Pochodzę z rodziny, w której sztuka była czymś naturalnym. Może dlatego nigdy nie wystarczało mi samo patrzenie. Musiałem zacząć tworzyć.

Fotografia stała się dla mnie sposobem zatrzymywania chwil, których nie potrafię zatrzymać w życiu. Film, obraz, słowo — wszystko to jest dla mnie językiem. Zanim powstanie fotografia, w mojej głowie często istnieje już historia. Najpierw piszę ją piórem, a dopiero później próbuję przenieść ją na obraz.

Nie interesuje mnie piękno pozbawione pęknięć.

Pociąga mnie surrealizm, kubizm, mrok, deformacja, symbole i rzeczy, których nie da się wyjaśnić jednym zdaniem. Fascynuje mnie świat, w którym rzeczywistość miesza się ze snem. Lubię sztukę, która nie mówi człowiekowi, co ma czuć, tylko zostawia go sam na sam z własnymi emocjami.

Dlatego w moich obrazach pojawiają się kruki, motyle, kajdany, samotne postacie, intensywne kolory i przestrzenie przypominające sen. Każdy z tych elementów coś dla mnie znaczy. Kruk jest walką. Kajdany są tym, co zostało zrzucone. Mrok jest tym, przez co trzeba przejść, zanim zobaczy się światło.

Sam również przeszedłem przez wiele takich miejsc.

Były w moim życiu chwile, kiedy czułem się zupełnie poza światem. Była samotność, utrata, rozczarowanie i miłość, która potrafiła jednocześnie dać mi wszystko i odebrać mi prawie wszystko. Nauczyłem się, że można tęsknić za człowiekiem nawet wtedy, kiedy patrzy się na jego szczęście z ukrycia i naprawdę chce się, żeby był szczęśliwy.

Nie wszystkie historie kończą się powrotem.

Niektóre kończą się człowiekiem, który zostaje z pięknym wspomnieniem i ogromną pustką.

Być może właśnie dlatego tak często wracam w swojej sztuce do śmierci, przemijania i odchodzenia. Nie fascynuje mnie sama śmierć. Fascynuje mnie świadomość, że wszystko kiedyś się kończy — miłość, młodość, relacje, miejsca, ludzie, a nawet wersje nas samych.

A mimo tego wszystkiego wciąż chcę żyć.

Może właśnie dlatego tak bardzo potrzebuję tworzyć.

Zawodowo moja droga również nie była jedną prostą linią. Pracowałem w różnych miejscach, poznawałem ludzi, uczyłem się odpowiedzialności i organizacji. Pracowałem między innymi w branży pogrzebowej, w salonie gier, a dziś moje doświadczenie związane jest również z pracą w ochronie zdrowia. Każde z tych miejsc zostawiło we mnie jakiś ślad.

Jestem człowiekiem, który potrafi odnaleźć się w wielu światach, ale wciąż szuka własnego.

Mam w sobie część praktyczną — potrafię organizować, pracować z ludźmi, rozwiązywać problemy. Ale obok niej istnieje druga część mnie: niepokorna, artystyczna, czasami szalona. Ta, która zamiast kolejnego zwykłego zdjęcia chce stworzyć historię. Ta, która zamiast kolejnego obrazu chce stworzyć emocję.

Dlatego powstała Lisia Morda.

To nie jest dla mnie tylko nazwa. To trochę mój autoportret. Lis jest sprytny, czujny, niezależny. Potrafi przejść przez ciemność i znaleźć własną drogę. Nie potrzebuje należeć do stada, żeby wiedzieć, kim jest.

Ja również przez dużą część życia próbuję znaleźć tę drogę.

Nie chcę być kopią kogokolwiek.

Chcę być rozpoznawalny po tym, co tworzę.

Po emocji.

Po historii.

Po tym charakterystycznym pęknięciu, które zostawiam w obrazie.

Jestem człowiekiem, który wiele razy musiał zaczynać od nowa. I być może właśnie to jest moja największa cecha — mimo wszystkiego nadal próbuję.

Nadal szukam swojego miejsca.

Nadal kocham.

Nadal tęsknię.

Nadal patrzę.

Nadal tworzę.

A kiedy pytam siebie, kim właściwie jestem, nie potrafię odpowiedzieć jednym słowem.

Jestem obserwatorem.

Fotografem.

Twórcą.

Człowiekiem, który nosi w sobie zbyt wiele historii.

Człowiekiem, który czasami czuje się jak tchnienie — pojawia się, dotyka czyjegoś życia, zostawia ślad i powoli znika.

Ale dopóki jestem tutaj, chcę zostawiać po sobie coś więcej niż wspomnienie.

Chcę zostawić obrazy.

Historie.

Emocje.

I może kiedyś ktoś spojrzy na jedną z moich fotografii i poczuje dokładnie to, czego ja nie potrafiłem powiedzieć słowami.

Wtedy będę wiedział, że moje istnienie miało sens.

„Każdy człowiek ma w sobie historię, która zasługuje na swój własny obraz”.

Lisia Morda, twórca cyfrowy