Nie jestem taki jak inni —
może dlatego widzę więcej.
Słyszę drżenie głosu,
zanim padnie słowo,
czuję zmianę powietrza,
zanim poruszy się trawa.
Przez lata myślałem,
że ta inność jest ciężarem.
Dziś wiem, że była drogą.
Bo nauczyła mnie dostrzegać
to, obok czego inni przechodzą obojętnie.
Jestem obserwatorem,
ale nie stoję już w miejscu.
Idę dalej —
czasem pod wiatr,
czasem przez własny cień,
z sercem poobijanym od życia,
ale wciąż bijącym.
Nie muszę pasować.
Nie muszę być jak wszyscy.
Wystarczy, że jestem prawdziwy.
A jeśli jestem tylko tchnieniem,
podmuchem, który kiedyś przeminie,
to chcę, żeby po mnie zostało
choć jedno poruszone źdźbło trawy,
jeden człowiek, który poczuł się mniej samotny,
jeden ślad światła
w miejscu, gdzie wcześniej była ciemność.
Bo może właśnie tym jestem —
nie kimś, kto przyszedł tu na zawsze,
lecz kimś, kto nauczył się
z krótkiego istnienia
uczynić coś pięknego.
Lisia Morda
Dodaj komentarz
Komentarze